Jeden z Wielkich Buków świata tego, z pozoru taka jakby sudamerican telenowela, trochę snuj, trochę kolumbijskie “Noce I Dnie”, a w istocie rzeczy fantastyczna opowieść (fantastyczna w przenośni, ale i, chwilami, dosłownie) o wzroście i upadku rodziny Buendia i założonego przez seniora rodu, Jose Arcadio (pierwszego z szeregu josearcadiów) w bezkresach Kolumbii miasteczka Macondo. Nie do końca wiadomo, czemu to jest AŻ TAK DOBRE, ale faktycznie, lektura niezapomniana, wspaniała - arcydzieło literackie godne czytania na klęczkach.
+
Próba opisania fabuły “Stu Lat” skazana jest na porażkę. To gigantyczna kronika rodzinna, opisująca losy kolejnych pokoleń rodu Buendia, na tle burzliwej, opisanej fantastycznie i trochę baśniowo, historii Kolumbii, pełna osób i wydarzeń, wiodąca od od “narodzin” rodziny (oraz założonego przez Buendiów miasta Macondo) aż do ostatecznego upadku, tak miasta jak i rodziny,
Jose Arcadio Buendia i jego żona (i jednocześnie kuzynka) Ursula Iguaran, prześladowani przez pewnego mściwego ducha (pisałem, że jest nutka fantastyczna? no jest) zabierają swoich znajomych i wyruszają na wędrówkę “w poszukiwaniu morza”, by tam na stałe się osiedlić. Koniec końców ponoszą w tych poszukiwaniach klęskę, i, poddawszy się niedaleko (jak się później okaże) morskiego brzegu, zakładają Macondo w środku amerykańskiej puszczy.
Wkrótce na świat przychodzą dzieci Jose Arcadio i Ursuli : bracia Jose Arcadio (ofkors, kolejny) i Aureliano oraz córka Amaranta. Do rodziny dołącza również adoptowana córka, Rebeka.
No i trwa życie i się plotą losy wszystkich bohaterów. José Arcadio ma obsesję na punkcie nauki, alchemii, astronomii, wynalazków. Z czasem popada w szaleństwo, uważa, że odkrywa tajemnice kosmosu. Kończy życie przywiązany do drzewa, gadając sam do siebie.
Urszula jest przeciwieństwem męża: twardo stąpa po ziemi, pracuje, prowadzi dom, wychowuje dzieci, dba o rodzinę. Żyje ponad sto lat i staje się świadkiem losów kolejnych pokoleń.
Silny, namiętny, porywczy José Arcadio (syn) ucieka z wędrownym cyrkiem, wraca po latach i bierze ślub z przybraną siostrą Rebeką. Żyje gwałtownie, ginie równie nagle – nieznany sprawca go zastrzelił w jego domu.
Zdolny, wrażliwy, melancholijny Aureliano Buendía z czasem staje się przywódcą wojen domowych (znany jest jako Pułkownik Buendia). Ostatecznie staje się legendą, ale sam żyje w całkowitej samotności, produkując złote rybki, które potem przetapia, by znów je tworzyć w niekończącym się cyklu. Umiera zapomniany, zgorzkniały.
I wreszcie córka Amaranta - kobieta dumna, wyniosła, odrzucająca wszystkich zalotników. Do końca życia pozostaje dziewicą, samotną i zgorzkniałą. Umiera w chwili, którą sama przewidziała, szyjąc własny całun.
A to wszystko dopiero początek … wraz z kolejnymi Buendiami pojawiają się kolejne przygody i kolejne wątki…..
+
“100 Lat Samotności” to, w swej podstawowej formie, saga rodzinna. Ale przewrotność powieści Marqueza zasadza się na tym, że będąc taką właśnie sagą, wypełnioną tłumem rodzinnym Buendiów, synów, córek, kuzynów, ciotek, wujów, dzieci etc. jest ona w swej istocie zaprzeczeniem rodzinności. Cała ta ogromna wielopokoleniowa rodzina latynoamerykańska to konstelacja samotnych jednostek, odrębnych osobowości zanurzonych w swym własnym życiu, problemach, zachowaniach, przemyśleniach, o własnym charakterze.
Sama książka…no co tu pisać. Marquez to jest noblista, mistrz wagi najcięższej, mag opowieści, prawdziwy geniusz. Słów brakuje na opisanie podziwu, w jaki wbija piękny, narracyjny styl powieści - to się czyta jak poemat prozą, jak baśń, piękną i mroczną jednocześnie, jak romans i opowieść przygodową, a wszystko podszyte nitką “realizmu magicznego” rodem z Ameryki Południowej. Wielkie, wielkie przeżycie.
Niezwykła jest też zdolność do kreowania Maestria w kreowaniu coraz to nowych bohaterów, kolejnych postaci tej sagi. Mimo tych samych imion i tych samych błędów powtarzanych każdy jest inny, każdy ma inne cechy, każdy przyciąga uwagę czytelnika.
Co tu dużo pisać. Wybitna książka, jedno z najwspanialszych osiągnięć literatury światowej wszechczasów. Nie to że “trzeba znać”, to jest do częstej, ponownej lektury i do kolejnych zachwytów. Uwielbiam.
Komentarze
Prześlij komentarz