„Mówiąc (jak niektórzy autorzy grozy (…)), iż literatura grozy w gruncie rzeczy zajmuje się przypominaniem nam o tym, co normalne, poprzez uświadamianie, iż to, co nadprzyrodzone i obce, wykracza poza normę, zbliżamy się niebezpiecznie do stwierdzenia (pojawiającego się w ustach kilku znanych wydawców), iż musi ona traktować o zwykłych, przeciętnych ludziach, stających w obliczu obcości”. To zdanie, zapisane przez Ramseya Campbell we wstępie do "Ksiąg Krwi" pasuje jak ulał do znacznej części współczesnej literatury grozy, tej, której początek dali autorzy tzw „Grupy” (Ray Bradbury, Richard Matheson, Robert Bloch), a której niekwestionowanymi gwiazdami stali się później Stephen King, Dan Simmons, Dean Koontz, czy, w polskiej skali, Graham Masterton. Ale Campbell pisze dalej : „Niebiosom dzięki, że nikt nie zdołał wmówić tego Poemu do takiego poglądu, i niebiosom dzięki za pisarzy równie radykalnych, jak Clive Barker". Trudno o lepsze wprowadzenie do „Ksiąg Krwi”. Dziki i ...