To jakieś straszliwe nieporozumienie ! Usilnie proszę jw. Redakcję naszej strony o umieszczenie niniejszego raportu jako OSTRZEŻENIA przed kontynuacją sagi rodu Dollagangerów, i to pomimo faktu, że „Płatki Na Wietrze” w ŻADNEJ mierze nie są ani horrorem, ani thrillerem, ani w ogóle „literaturą niepokoju”, już prędzej żałosną parodią amerykańskich telewizyjnych soap oper lat siedemdziesiątych. Tak, jak chwaliłem „Kwiaty Na Poddaszu” tak nie zamierzam zostawić na debilnych „Płatkach” suchej nitki. + Po ucieczce z Foxworth Hall młodzi Dollagangerowie trafiają do domu niejakiego doktora Sheffielda, który ratuje wciąż ciężko zatrutą arszenikiem Carrie. Doktor okazuje się darem niebios - otacza młodych ojcowską opieką, łoży na naukę Chrisa i szkołę baletową Cathy. Rodzeństwo na początku cieszy się sobą (no jasne, że ich kazirodczą miłość trwa nadal), Cathy postanawia jednak, w celu „znormalnieniem” uwieść dobrego doktora. Ten ze dwa lata broni się przed nimfetką, koniec końców jednak pada je...