Wakacje w Toskanii, duża amerykańska rodzina w wynajętej dużej willi, w której jest wieża z zamkniętym pokojem ….słoneczny “wakacyjny” horror, pozornie bardzo klasyczny, ale wraz z rozwojem akcji zmieniający formułę, z ghost story na dramat psychologiczny; generalnie - udana i zaskakująco świeża zabawa znanymi motywami, szczególne zważywszy na archetypiczność (żeby już nie użyć słowa “generyczność”) założeń wyjściowych.
+
Amerykańska duża rodzina spędza europejskie wakacje w wynajętej włoskiej willi ; rodzice i trójka dorosłego rodzeństwa, jedna córka samotna, druga z mężem i dwiema córeczkami a syn z partnerem (mamy w końcu XXI wiek).
Klimat jest jak to w rodzinie (wiadomo, z rodziną najlepiej na zdjęciach…), pozorne wakacyjne dolce far niente a w tle buzują wzajemne animozje i skrywana niechęć. Główna oś pęknięcia przebiega między Anną, kobietą wolną, postępową i nowoczesną a resztą rodziny, “dowodzoną” przez drugą siostrę, poukładaną mężatkę, troskliwą matkę i oddaną żonę; to ona zaplanowała ze szczegółami całe wakacje. Dodatkowe napięcie wprowadza też arogancki partner brata, nieco zazdrosny o jego związek emocjonalny z Anną, siostrą-bliźniaczką.
No a wynajęta, renesansowa willa toskańska - no cóż, budzi niepokój Anny. Do wieży o zamurowanych oknach wiodą skrywane za kotarą, zamknięte drzwi, roślinność naokoło schnie i żółknie, przesądni miejscowi reagują strachem na jej widok, a w samym domu a to jakieś drzwi trzasną same z siebie, a to pojawi się chłodny przeciąg, a to powietrze nagle gęstnieje, a to rój much unosi się nad błyskawicznie popsutym jedzeniem. Do tego po nocach jakieś dzieci na korytarzu chichoczą (po włosku!), ktoś chodzi po ogrodzie a Annie wydaje się, że za jej plecami w łazience pojawia się cień kobiety z żółto-blond włosami…
No właśnie, niepokój Anny. Reszta rodziny, skoncentrowana na “przeżywaniu europejskich wakacji” za wszelką cenę stara się ignorować nadprzyrodzone sygnały i zjawiska, zamienić je w zwykłe wydarzenia, wyprzeć z pamięci. Liczy się rozrywka, zwiedzanie, restauracje, nowe miasta. Anna, usiłująca zwrócić ich uwagę na niesamowite okoliczności traktowana jest jako psująca zabawę czarna owca rodziny. Napięcie narasta dzień za dniem, doprowadzając pewnej strasznej nocy do przesilenia podczas którego cała przerażona rodzina zmuszona jest do ucieczki z willi.
Ale to nie koniec - po wakacjach Anna wraca do swego mieszkania w Nowym Jorku i do swojej pracy. Okazuje się, że wraz z nią przybyło cos jeszcze, że Zło z willi podąża za Anną krok w krok…..
+
“Diavola” początkowo najbardziej przypomina inną “wakacyjną” powieść grozy - “Żywiołaki” Malcolma Mc Dowella. Podobnie jak w “Żywiołakach” mamy dużą rodzinę, wszechobecne słońce, upał i tajemnicę spowijającą wczasowisko. No a potem Thorne zaczyna żonglować kolejnymi pomysłami i cytatami, dorzucając co i rusz do kociołka. Pojawiają się klimaty znane z “Nawiedzonego Domu Na Wzgórzu” (czyli również “Lśnienia”) - dom oczekujący na swą kolejną “mieszkankę”, aż tu nagle, po “kulminacji“ mającej miejsce w raptem 2/3 powieści akcja zupełnie nieoczekiwanie podąża w innym kierunku. Wiarygodność narratorki zostaje poddana w wątpliwość niczym w “W Kleszczach Lęku” Henry Jamesa a jej postępująca psychoza przypomina “Wstręt” (czy, mniej znaną a znakomitą powieść “Jeszcze Bliżej” Sary Gran), w motywie klucza jako “przechodniego” symbolu niosącego nieszczęście posiadaczowi pojawia się nawet dalekie echo “Ringu”…
Mimo tego jednak, mimo całej parady znanych wątków i pomysłów fabularnych ich połączenie ich jest bardzo udane i świeże, tak, że powieść od samego początku do samego końca czyta się bardzo dobrze, z dużym zaciekawieniem i przyjemnością
Ta przyjemność wynika nie tylko z pomysłowo utkanej fabuły. Powieść jest świetnie, lekko napisana. Ani na chwilę nie wkrada się nuda a akcja sprawnie przemyka pomiędzy wakacyjnymi aktywnościami rodziny Pace a kolejnymi “manifestacjami” Nadprzyrodzonego.
Znakomite są też portrety obyczajowe rodziny Pace. Każdy ma bardzo wyraźną własną osobowość, każdy przyciąga uwagę (gorzej z sympatią - tej bowiem nie przyciąga właściwie nikt - ale to celowy zabieg autorki!).
Grozy wydaje się początkowo niewiele, i jest ona jakaś taka mocno niekonkretna, ot, “odgłosy” “powiewy”, chwilowe uczucie obcości itp. No ale skoro mamy niewiarygodną narratorkę, skoro problemem nie jest “nawiedzony dom” a toksyczny członek rodziny, no to wszystko pomału staje się jasne.
Za to w Nowym Jorku zaczyna się prawdziwa Jazda. Prześladowana przez ducha, odtrącona przez obrażoną o “zepsute wakacje” rodzinę Anna alienuje się od otoczenia, od kolegów z pracy, stopniowo wpada w chorobę psychiczną. W końcu spotkanie z byłym partnerem otwiera przerażające podejrzenie - czyżby wszystkie pozornie niesamowite zdarzenia były tylko efektem narastającą w Annie a wypieranej traumy po dokonanej aborcji (sic!) ?
A na koniec, kiedy już Thorne tak zgrabnie zamiecie czytelnikami, następuje powrót do klasycznych motywów grozowych - Anna wraca do willi i staje do konfrontacji z zamieszkałym w niej Złem….
“Diavola” to niby nic odkrywczego, niby “zwykły horror”, ale człowiek nie zawsze chce Szukać Burzyć i Budować, czasem chce porządnie usmażonego mielonego wciągnąć na obiad, a powieść Thorne jest takim właśnie, perfekcyjnie przyrządzonym horrorowym comfort foodem. Muala, już czekam na kolejne tytuły autorki.