Przejdź do głównej zawartości

North Alex - "Człowiek Z Dymu". 6/10

 “Człowiek Z Dymu” budzi trochę mieszane uczucia…bo tak, z jednej strony to jest porządny, nieźle wymyślony i dobrze napisany thriller, z drugiej jednak małe rozczarowanie, bo i człowiek się nieco więcej merytorycznie spodziewał, jakiegoś  fabularnego “wow” (a to jest “tylko” taka rzetelna, rzetelnie opowiedziana historia)  i nieco więcej mroku. Alex North od czasów “Szeptacza” i “W Cieniu Zła” sytuowany był na pograniczu pomiędzy mrocznym thrillerem a horrorem, tymczasem “Człowiek Z Dymu” to, plain&simple, zwykły kryminał.

+

Bohater zostaje wezwany na rodzinną wyspę (trudno umiejscowić akcję “Człowieka”, North to Anglik z Leeds, ale powieść ma wyraźny amerykański vibe, nadto w pewnym momencie pada nazwa Cleveland; z tym, że Cleveland leży nad Erie - wielkim JEZIOREM (lake) tymczasem w powieści mowa jest o “morzu”) w związku z tajemniczym zaginięciem jego samotnie mieszkającego ojca. Odnaleziono tylko jego pusty samochód nad stromym nadmorskim klifem i kopertę adresowaną  do syna. Wszystko wskazuje na samobójstwo.

Okazuje się jednak, że tuż przed zniknięciem ojciec odnalazł w trakcie spaceru po wyspie zwłoki zamordowanej kobiety. Jako były policjant rozpoczął coś  w rodzaju własnego śledztwa a pozostawiona synowi koperta nie zawiera, zamiast spodziewanego listu samobójcy, wskazówki dotyczące podjęcia tropu. 

Syn kierując się nimi wkrótce ze zgrozą konstatuje, że ostatnia sprawa taty ma jakiś związek z traumą sprzed lat. W jego dzieciństwie doszło do niezwykłego zdarzenia. Całą rodziną zatrzymali się na przygodnej stacji benzynowej. Tam, w toalecie chłopiec spotkał seryjnego mordercę dzieci wraz z jedną z jego ofiar. Dzieciak tak bardzo się wystraszył, że wybiegł z łazienki bez słowa; latami dręczy go poczucie winy, poczucie, że mógł powstrzymać zbrodniarza, gdyby tyko komuś opowiedział o spotkaniu.


Wkrótce zwójki zaczynają się mnożyć; za każdym razem zamordowana okrutnie ofiara ma coś wspólnego z przeklętą stacją benzynową i ze spotkaniem sprzed lat….

+

Zacznijmy od dobrego. North pisze znakomicie, powieść dosłownie sama się czyta, przez strony mknie się lekko i z entuzjazmem, aż się chce więcej. Fabuła prowadzona jest precyzyjnie, energicznie, wszystko się pięknie zgadza i zapina. 

Postaci zarysowane są dość grubą kreską, ale przyciągają uwagę czytelnika, wzbudzają sympatię. Mamy ciekawego, nieoczywistego bohatera, równie ciekawego, ukazywanego we flashbackach ojca, jest nawet zgrabny wątek quasi-romantyczny.

Od strony formalnej ciekawym zabiegiem są dyskusje prowadzone przez bohatera, zawodowego psychiatrę, z własną podświadomością, przybierającą postać a to zaginionego ojca, a to mordercy. Fajne, dobrze, przekonująco opisane.

No i wreszcie istota powieści - zagadka kryminalna jest dobrze wymyślona i poprowadzona. Czy faktycznie powrócił morderca seryjniak sprzed lat? A może nie? Może to kto inny? Początkowe obawy przed ściganiem upiornego dziadka (no bo po tych wszystkich latach killer musiałby być już nieco leciwy) zostają rozwiane za pomocą bardzo zgrabnego twista Ale to by było za łatwo! North zatem twistuje tę historię jeszcze raz!

No i to może jest “a bridge too far”? Mam wrażenie ten końcowy twist osłabia efekt… Nie, nie, cały czas nie ma się do czego przyczepić. Fajny, efektowny i mocny pomysł, jest dobrze poprowadzony i wykręcony. Ale tak trochę zwyczajnie, przyziemnie… Jak sobie człowiek przypomni tych “lager that life” Złoli Thomasa Harrisa, “Zębową Wróżkę”, “Buffallo Billa” czy Hannibala Lectera to zwyczajność  historii “Człowieka Z Dymu” rozczarowuje. Zamiast mroków psychiki, zamiast borderline z horrorem mamy - miniSPOJLER - zwykłą kryminalną historię “zemsty”. 


Dobrze się czytało, jak kto szuka dobrze napisanego kryminału to warte polecenia, ale wartość grozowa jest praktycznie non-existent, więc fani horroru mogą być rozczarowani A już tak ogólnie, to dość ulotna lektura, taka rozrywka do dość szybkiego zapomnienia. Czytałem głównie z uwagi na formalne podobieństwo z serią Muzo-Akuratowego horroru, ale niesłusznie. To zupełnie inna para kaloszy, raczej dla miłośników logicznych, “skandynawskich-like” thrillerów kryminalnych. A nawet w tym gatunku żadne to nadzwyczajności, ot, taki “chleb powszedni”. 

Komentarze