Przejdź do głównej zawartości

Brite Poppy Z. - "Wykwintne Zwłoki" 8/10

Otoczony nie/sławą dorównującą “American Psycho” horror ekstremalny, kontrowersyjny pomnik rodzącego się gatunku, który potrafi zarówno zafascynować jak i zniechęcić drastycznym nihilizmem przekazu i ciężką atmosferą, pozbawioną choćby iskry czarnego humoru (tak bardzo pomagającego znieść okropności ekstremy). Porusza tematy - tabu, do tego w ostentacyjnie pornograficznej homoseksualnej otoczce. Książka, którą mógłby (chcieć) napisać Clive Barker, gdyby się nie bał…

+

Z londyńskiego więzienia ucieka, fingując własną smierć, seryjny morderca - nekrofil Andrew (narrator opowieści). Zdaje sobie sprawę, że w rodzinnej Anglii nie ma już dla niego miejsca, dlatego decyduje się na ucieczkę do USA, gdzie trafia do  gejowskiej mekki lat osiemdziesiątych, Nowego Orleanu.


W Orleanie z jednej strony trwa szalona zabawa : nocne kluby, media, swoboda obyczajowa. Z drugiej jednak nad wszystkim unosi się wszechogarniająca groza śmiertelnej zarazy - AIDS. Pogłębiające się stadia choroby, śmierć najbliższych przyjaciół i kochanków, a przy tym seksualny głód silniejszy od woli życia powodują szaleńcze zatracenie, niczym na tonącym Titanicu.


W tym kolorowym tłumie krąży młody wietnamski gej, Tran. Trochę diluje narkotykami, trochę się bawi, romansuje, ale przed swą konserwatywną  wietnamską rodziną do niczego się nie przyznaje. Kiedy więc agresywnie zazdrosny kochanek, lokalny dziennikarz radiowy, outuje go przed bliskimi, chłopak zostaje wyrzucony z domu rodzinnego.


Tran szukając lokum pozwala się zaprosić Jayowi, znanemu w Dzielnicy zamożnemu fotografowi, do pozowania. Chłopiec spodziewa się aktów, jest też gotowy na nowy romans. Ale Jay nie tylko fotografuje, nie tylko romansuje - on również seryjnie morduje swych kochanków, a do tego ich….zjada. (yikes…)


Tymczasem w jednym z nocnych klubów dochodzi do spotkania przybysza z Anglii, Andrew z Jayem. Dwaj mordercy, jeden nekrofil, drugi kanibal (yikes…) krążą wokół siebie niczym drapieżne, głodne tygrysy i przy pierwszej próbie kontaktu rzucają się sobie do gardeł. Jednak koniec końców wzajemna fascynacja okazuje się silniejsza- panowie zamiast walki decydują się połączyć siły i zabawić się wspólnie. Andrew wprowadza się do Jaya, a chwilę potem do jaskini drapieżników wchodzi niczego nieświadomy Tran.


Tymczasem jego kochanek szaleje z zazdrości i obawy, szukając swego ukochanego na ulicach Nocnego Orleanu. Pewnej nocy trafia na Jaya i Andrew wraz z  oszołomionym Tranem…


+


Uuuuch, naprawdę po lekturze człowiek ma potrzebę długiej, gorącej kąpieli, żeby zmyć z siebie brud i ohydę deprawacji opisanych w powieści, opisanych do tego tak beznamiętnie, fotograficznie, że w trakcie lektury aż się zimno robi. Niektóre momenty zrobią naprawdę piorunujące wrażenie nawet na fanach twórczości Eda Lee.


W fabule nie ma praktycznie nic nadprzyrodzonego - można od biedy uznać, że ucieczka Andrew z więzienia (mocno Hannibal Lecter vibe) ma element nadrealny (udawać  własną śmierć? Mocne). “Wykwintne Zwłoki” to jednak horror par excellence, przy odrażających, ekstremalnych, pornograficznych opisach przemocy i seksu blednie “Milczenie Owiec” czy inne serial killerowe makabry. No jasne, fan grozy ma świadomość istnienie sceny ekstremalnej, jest cała szkoła Eda Lee, Carltona Mellicka i innych, gdzie “nie takie rzeczy się dziejo”. Rzecz jednak w tym że proza ekstremistów to z założenia taki trochę komiks, rysowany grubą kreską, uciekający w hiperbolicznych opisach przemocy w grand guignolową groteskę, tymczasem tortury, okaleczenia, gwałt, śmierć w prozie Poppy Brite są jak hiperrealistyczna fotografia, a przez to bardziej łapią za gardło. 


Wielkie wrażenie robi opis sceny gejowskiej  Nowego Orleanu, wiszące nad wszystkimi widmo AIDS. Wszyscy bohaterowie pozbawieni nadziei na dłuższą przyszłość i szczęśliwe życie, nocami krążący w nihilistycznym kręgu śmiertelnego pożądania, a dniami zbierający się nad trumnami zmarłych przyjaciół. 

Na tym depresyjnym, ponurym tle obserwujemy grasowanie dwóch drapieżników, tylko przybliżających wybranym ofiarom moment śmierci Spotkanie morderców jest wspaniale poprowadzone, ich krążenie wokół ofiary pełne napięcia, a brak nadziei jak jakiś happy end przytłacza.


Powieść jest świetnie napisana. Brite efektownie miesza narrację, opisując fabułę z perspektywy  kilku bohaterów - Trana, jego partnera i obu morderców, przy czym w pierwszej osobie wydarzenia przedstawia nam uciekinier z Anglii, Andrew. Co ciekawe, postaci dwu będących w centrum akcji potworów są wyraźnie inspirowane prawdziwymi zbrodniarzami. Andrew odzwierciedla szkockiego seryjnego mordercę Dennisa Nilsena, a Jay to alter ego samego Jeffreya Dahmera.


Warto dodać, że historia publikacji “Wykwintnych Zwłok” przypomina nieco losy innego najntisowego shockera, “American Psycho”. W obu wypadkach wydawnictwo, przerażone treścią otrzymanej powieści odmówiło jej wydania, w obu wypadkach “one man’s loss is another man’s gain”, zaraz się znalazł kolejny wydawca. Inaczej jednak, niż to było z autorem Psycho, Bretem Eastonem Ellisem, którego kariera literacka wciąż się rozwijała, Poppy Z. Brite po “Zwłokach” już do pisania horrorów nie wróciła.




PS.

Poppy Z Brite przeszła w 2010 roku tranzycję i obecnie działa i publikuje jako William Joseph Martin. 

Komentarze