Słynny, dwukrotnie z wielkim powodzeniem ekranizowany thriller Patricii Highsmith, jeden z najlepszych w historii gatunku obrazów „uroczego mordercy”, początek całej (bodaj 5-tomowej) serii przygód Ripleya.
+
Tom Ripley to szwendający się bez większego celu po Nowym Jorku bezrobotny cwaniaczek, zarabiający co nieco na drobnych oszustwach. Pewnego dnia uśmiecha się do niego szczęście – milioner zatrudnia go do delikatnego zadania: ma on, udając się do Europy, namówić syna tegoż milionera, Dickiego, do powrotu do Stanów. Pretekstem jest do tego dość przelotna znajomość Toma z Dickiem, ojciec liczy, że być może kolega przekona upartego syna.
Dickie, przebywając we Włoszech, zajmuje się tam co do zasady niczym; trochę niby maluje, trochę myśli o projektowaniu jachtów, dużo się bawi w luksusowych miejscówkach z sobie podobnymi bogaczami, ot, typowy amerykański banan sponsorowany przez pieniądze rodziców.
Tom odnajduje Dicka w małej miejscowości pod Neapolem, szybko zdobywa jego zaufanie i koleżeństwo; staje się ulubionym kompanem młodego Greenleafa do różnego rodzaju zabaw i eskapad. Jedynie Marge, koleżanka (dziewczyna ma nadzieję na dużo więcej) Dicka, nie przepada za Ripleyem, podejrzewa go wręcz o homoseksualne zapędy pod adresem jej przyjaciela.
Tom żarliwie zaprzecza, niemniej z biegiem czasu jego obecność zaczyna pomału męczyć młodego Greenleafa. Wszystko wskazuje na to, że znajomość dobiega końca – dodatkowo kończy sponsorowanie Ripleya również Greenleaf senior, uznając, że misja Ripleya zakończyła się niepowodzeniem.
I w tym momencie zaczyna się Gęste – Tom, trochę wręcz jakby przypadkiem, nie do końca świadomie, opracowuje plan… przejęcia osobowości Dicka i wstąpienia w jego rolę!!! (mamy lata pięćdziesiąte, czasy przed internetem, komórkami i wszechobecnymi kamerami). Zabija go w trakcie rejsu wynajętą motorówką, a następnie, z jego dokumentami, walizką i czekami, wynajmuje w Rzymie mieszkanie jako „Richard Greenleaf”. Prowadzi, jako Dick, korespondencję z rodzicami i Marge, wypisuje czeki, wchodzi w życie towarzyskie.
Przez chwilę wszystko wydaje się działać, ale nagle dochodzi do kryzysu – „Dickiego” odwiedza stary znajomy, jeszcze jeden bananowy młodzian z USA, Freddie Miles. Tom musi improwizować, sytuacja kończy się kolejnym morderstwem.
Wieczorem Ripley wywozi zwłoki Freddiego i ukrywa je przy Via Appia. Kolejnego ranka budzi go policja – ciało zostało szybko odnalezione, a ślad wiedzie właśnie do „Dickiego Greenleafa”. Oczywiście nikt nie zarzuca „Dickiemu” morderstwa, to po prostu czynności sprawdzające, niemniej Tom czuje zaciskającą się niebezpiecznie pętlę… Jeszcze gorzej się robi, kiedy policja łączy porzuconą motorówkę ze śladami krwi na pokładzie z nazwiskiem Greenleaf. I zaginionym kolegą Tomem Ripleyem.
Najwyższa pora wrócić do własnej tożsamości – Tom, już we własnej osobie, pojawia się w wynajętym mieszkaniu w Wenecji, tymczasem znika bez śladu sam „Dickie”. Różne pozostawione (ofkors przez sprytnego Ripleya) znaki zdają się sugerować samobójstwo…
+
No, megaklasyk, bez dwu zdań. Patricia Highsmith to wielka gwiazda kryminału fiftiesowego, jej najgłośniejszymi przebojami były właśnie Ripley i „Znajomi z pociągu” (genialnie przeniesieni na ekran przez Hitchcocka). Ripley też został od razu zekranizowany przez René Clémenta jako „Plein Soleil” (W Pełnym Słońcu), a rola Ripleya stała się trampoliną dla młodego Alaina Delona.
Autorka była Delonem podobno zachwycona, sam film też oceniała wysoko, skarżąc się tylko na „drobnomieszczańskie” zakończenie (tu mały SPOJLER – w powieści Tom, inaczej niż w filmie Clémenta, umyka sprawiedliwości i odchodzi w dal swobodny i bardzo zamożny). Ale, zgadzając się nawet ze stanowiskiem autorki, trzeba zauważyć, że Clément znacznie uporządkował i podrasował fabułę, koncentrując ją na dwu morderstwach. Niestety, Highsmith, do tego momentu wspaniale panując nad opowieścią, nagle traci instynkt i długimi, zbędnymi rozdziałami opisuje kolejne przeprowadzki Ripleya, spotkania ze znajomymi, rozmowy z policją i nieudolne, prowadzące donikąd śledztwo. Mimo że sytuacja naprawdę wydaje się dość oczywista, znajomi, rodzina, Marge, włoski wymiar sprawiedliwości, a i amerykański prywatny detektyw dosłownie ślepną na obydwoje oczu, pozwalając się Ripleyowi wodzić za nos.
Ani te rozdziały nie są ciekawe, ani przekonujące fabularnie, ani nie wnoszą nic nowego do już znakomicie zarysowanej w pierwszej części opowieści.
Zatem Ripley w wersji Clémenta, mimo na siłę dopisanego „słusznego” zakończenia (z wody wyłowione zostaje ciało zamordowanego Dicka), bardziej przekonuje, jest opowiedziany z większym nerwem. Oczywiście głównym plusem jest magnetyczny, obłędny Alain Delon, choć tutaj też pewne zastrzeżenie. Delon był kosmicznie wręcz przystojny, do tego męski, więc, o ile jego rola przeszła do historii kina, bliżej powieściowego, „przeciętnego” Ripleya, o zawoalowanych ale wyraźnych sugestiach homoseksualnych jest Matt Damon z drugiej ekranizacji.
Ciekawa jest jeszcze jedna różnica – w filmie Clémenta Dickie Greenleaf to bully, on uzależnionego od siebie Ripleya traktuje fatalnie, poniża, upokarza – akt morderstwa ma w sobie element odwetu, zemsty. Powieściowy Dick to dobry, miły kumpel; nie sposób czynić mu żadnych zarzutów w tej mierze. Jego zabójstwo jest tym bardziej przykre, cyniczne, nastawione na zysk, przez to mniej akceptowalne.
Podsumowując – absolutny klasyk literackiego thrillera, świetna, „kulturotwórcza” postać głównego bohatera, do drugiego morderstwa bliska perfekcji. Przegadany, nieprzekonujący fabularnie i niezbyt ciekawe zakończenie nieco obniżyło końcową ocenę, ale i tak, mus znać.
Komentarze
Prześlij komentarz