Wegner, obok oczywistego Sapkowskiego, Kresa i Grzędowicza (Pan Lodowego Ogrodu) to czwarty wielki polskiej fantasy. Jego “Opowieści Z Meekhańskiego Pogranicza” to znakomita, mocna, “męska” (cokolwiek takie określenie dzisiaj znaczy) proza, początek dużej, na dziś (2026) zdaje się 7-tomowej, wciąż kontynuowanej sagi.
Osiem niezależnych, powiązanych lokalizacją i bohaterami opowiadań (ta taktyka narracyjna przypomina nieco “Wiedźmina” Sapkowskiego) pozwala czytelnikowi zapoznać się ze światem Meekhanu, z jego podstawowymi uwarunkowaniami geograficznymi, politycznymi i społecznymi. Następuje tu też etap “rozstawiania figur” na planszy, poznajemy postaci których losy, jak należy zakładać, będziemy dalej śledzić w sadze.
+
W środku mapy znajduje się Imperium Meekhańskie - takie klasyczne “imperium” znane z wielu sag fantasy (trochę jak Adua u Joe Abercrombiego, czy Imperium z Gwiezdnych Wojen). Dowiadujemy się nieco o historii, wojnach bogów, atakach koczowniczych plemion ze Wschodu, poznajemy tajne, wzajemnie konkurujące służby imperialne - Szczurów i Ogary, pilnującą północnych granic Górską Straż i mieszkających w pustynnych oazach, zasłaniających twarze mistrzów szermierczych Issaram.
Na Północy mamy typowe fantasy militarne (Czarna Kompania się przypomni, Steven Ericson, te sprawy). Są mroźne góry, żyją w nich mało przyjazne, niedawno dołączone do Imperium plemiona ludzkie i takie quasi-orki. W tym otoczeniu śledzimy losy jednej z kompanii Górskiej Straży. Żołnierze najpierw ruszają w pościg za plemieniem ludożerców kierowanych ręką wrednego czarodzieja, potem chwytają szpiega, biorą udział w misji dyplomatycznej zakończonej krwawa potyczką a w końcu szukają potwora mordującego rybaków w odległej od świata wiosce.
Na południu mamy zmianę klimatu (dosłownie i w przenośni). Tutaj bohaterem jest najemnik, mistrz mieczy. Wynajmuje się jako ochroniarz na dworze bogacza, po zakończonym tragedią romansie z jego córką ucieka do rodzinnej wioski, tam wdaje się w rodową waśń (jeszcze więcej trupów) po czym, zrezygnowany, porzuca swój naród i łamiąc swe miecze wyrusza na pustynię z samobójczą misją. Tam, cudem uratowany przez pewną boginię zostaje jej championem szermierczym i wraz ze swą panią bierze udział w (zakończonej kolejną rzezią) potyczce wywiadów.
+
Świetnie się to czyta, bez dwu zdań. Dobry, krzepki styl to czysta przyjemność podczas lektury, duże umiejętności warsztatowe autora pozwalają bardzo sprawnie opisywać nawet najbardziej skomplikowane i dynamiczne wydarzenia a jest ich mnóstwo, Meekhan bowiem to fantasy przygodowe, fantasy pełne akcji, pościgów, walk i pojedynków.
Narracja u Wegnera jest poważna, wręcz chwilami nieco nabzdyczona, wkradają się Najwyższe Diapazony - Honor, Ojczyzna, Męstwo. Autor nie wzdraga się przed patosem na granicy krindżu, takim rodem z komiksów Franka Millera (Powrót Mrocznego Rycerza, Sin City), ale nie przekracza granicy dobrego smaku, i mimo że trochę na przeciwnym biegunie do frywolnego i cynicznie nihilistycznego Abercrombiego, też ma swój urok.
Wegner ma też ma dobrą rękę do rysowanych mocną kreską, energicznych i wyrazistych postaci, które łatwo skupiają uwagę i sympatii czytelnika. ż nie mogę się doczekać ich dalszych losów w kolejnych częściach cyklu. Ciekawi bohaterowie, doskonały storytelling i niebanalne pomysły - “Północ-Południe” stanowi wspaniałe otwarcie imponująco się zapowiadającej serii.
Komentarze
Prześlij komentarz