Przejdź do głównej zawartości

Joe Abercrombie - "Kłopotliwy Pokój" 10/10

Joe Abercrombie po raz kolejny bierze na warsztat klasyczne schematy fantasy i mieli je na drobne kawałki. W „Kłopotliwym Pokoju” udowadnia, że w jego świecie jedyną stałą jest niepewność, a każda próba przewidzenia finału zazwyczaj kończy się spektakularną porażką czytelnika.

+

Fabuła tej ośmiusetstronicowej kobyły jest skonstruowana z bezwzględna precyzją. Choć wątków jest mnóstwo, a akcja przeskakuje między duszno-smrodliwą Aduą, mroźną Północą a prowincjonalnym Anglandem, całość bardzo prosto, wręcz liniowo, prowadzi w stronę finałowej konfrontacji -  wielkiej bitwy pod Stoffenbeck. 

Z jednej strony mamy Leo dan Brocka – „Młodego Lwa”, który wygląda, mówi i bije się jak żywcem wyjęty z rycerskich eposów ideał bohatera. Z drugiej – Orso, króla z przypadku, którego niemal każdy (łącznie z czytelnikiem) zdążył już spisać na straty jako pijanego lenia i degenerata. Obserwujemy fascynujący, wielowątkowy wyścig zbrojeń i lojalności. Podczas gdy Leo z łatwością gromadzi wokół siebie potężnych sojuszników, wierząc w swoją dziejową misję, Orso zostaje niemal sam, walcząc z etykietą najgorszego władcy w historii. Jednak im bliżej finałowej bitwy, tym wyraźniej widać, że pod maską próżności Leo kryje się niebezpieczna naiwność, a lekceważony Orso posiada błyskotliwość i serce, które mogłyby uratować to królestwo – o ile tylko ktokolwiek da mu szansę przeżyć nadchodzącą burzę.

+

„Kłopotliwy Pokój” to absolutne 10/10 i jedna z najlepszych rzeczy, jakie przytrafiły się współczesnemu fantasy. Książka imponuje tempem, ciętymi ripostami i rewelacyjnie nakreślonymi bohaterami. 

Z jednej strony jest Leo dan Brock – nieustraszony, przystojny, porywający tłumy, w rzeczywistości zaś naiwny, próżny głupiec podatny na manipulacje silniejszych graczy, pionek w grze ambitnych możnowładców i własnej żony ( do tego dość z dość pogmatwanym życiem erotycznym, #kmwtw). U jego boku żona, Savine dan Glokta, która po wydarzeniach z poprzedniego tomu próbuje odzyskać swoją pozycję za pomocą bezwzględnej gry ekonomicznej i małżeństwa z Leo. Do tego dochodzi Rikke, która jednocześnie musi poradzić sobie z bezwzględnym Stourem Zmierzchunem

Po drugiej stronie barykady stoi Orso. Król, który wbrew powszechnej opinii, okazuje się postacią najbystrzejszą w całym towarzystwie, a do tego autentycznie przyzwoitą. Podczas gdy Leo gromadzi potężne armie i sojuszników, osamotniony Orso musi nadrabiać inteligencją i błyskotliwością, by w ogóle dotrwać do konfrontacji.

Są jeszcze Gunnar Pleczysty klasyczny przykład człowieka, który desperacko chce być dobry dla swojej rodziny, ale świat (i jego własna natura) ciągle wpycha mu młot w dłonie oraz cyniczna Vick dan Teufel – inkwizytorki, która zna mechanizmy władzy od ich najbardziej odrażającej strony.

Ale największym atutem “Kłopotliwego Pokoju) jest zwyczajowa już genialna przewrotność Abercombiego. U niego ZAWSZE jest na odwrót, niż podpowiada Ci intuicja. Skoro cały świat krzyczy, że Orso jest skazany na porażkę, to można być pewnym, że Joe znajdzie sposób, żeby król wywinął się przeznaczeniu w najbardziej błyskotliwym stylu. Jednak ta lektura zostawia z jednym, bardzo niepokojącym przeczuciem: skoro w drugim tomie Orso tak koncertowo „odwrócił kartę”, to znając perwersyjny styl Joe, w wielkim finale pewnie znowu wszystko wywróci się do góry nogami. 

 

Rzadko się zdarza, by cegła licząca 800 stron była tak niesamowicie zwarta – tutaj nie ma ani jednego zbędnego przecinka, a każde spotkanie, każdy cięty one-liner i każda drobna intryga są jak trybiki w wielkiej maszynie zmierzającej do finałowego wybuchu. To pozycja obowiązkowa dla każdego fana grimdarku – brutalna, cyniczna, a przy tym napisana z niespotykaną lekkością. Absolutne 10/10 i majstersztyk konstrukcji fabularnej.

Komentarze